sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział 4 "Kac morderca nie ma serca"

Rozdzial 4 "Kac morderca nie ma serca"
   Obudzilem sie z niemalym bolem glowy. I Dawidem obok. Musialem jakos szybko zaczac kontaktowac, bo nawet nie wiedzialem czy jestem u siebie czy u niego.
   Przekrecilem glowe w prawo nie otwierajac oczu. Poczulem, jak jego czarna czupryna smyra mnie po twarzy. Przyjemny dotyk... Po chwili zdecydowalem sie na uchylenie powiek i od razu tego pozalowalem. Westchnalem i przylozylem dlon do czola, jakby to mialo usniezyc bol. Dawid zaczal sie wiercic i cos mamrotac pod nosem. Podniosl glowe i oparl ja na swojej zgietej rece przypatrujac sie mi.
   - Spij jeszcze, jakos przezyje...
   - Yhym, juz to widze - powiedzial ironicznie. - Przyniose ci jakies tabletki i wrocisz do zycia.
   - N...
   Nie zdazylem zaprzeczyc, a on juz sie podniosl i poszedl do kuchni. Wszedzie poznam to skrzypienie drzwi do sypialni. Bylismy u mnie. Po chwili wrocil z jakimis tabletkami i szklanka wody, ale postanowilem go troszke zignorowac. Tak jak lubi.
   - Wstajemy... - Szepnal i musnal moje usta swoimi. Usmiechnalem sie przez pocalunek.
   - Taka pobudke to ja moge miec.
   - Najpierw sobie musisz zasluzyc.
   - A czym zasluzylem teraz?
   - Niczym - popatrzylem na niego jak na idiote. - Wystarczy to, ze masz kaca nie do zniesienia, a nie mam ochoty cie ogladac nieprzytomnego caly dzien, bo po jakies tabletki na bol glowy nie pojdziesz przeciez.
   - Bo nie lubie.
   - No wlasnie.
   - Jak w ogole sie tutaj dostalismy? Chyba nie prowadzilem? - Podpuszczalem go.
   - Niee, zadzwonilem do Sary i ona przyjechala.
   - A wygladalem jakos w miare normalnie? Taka ladna dziewczyna...
   Udal urazonego. I bardzo realistycznie mu to wyszlo.
   - No wiesz...?
   - Oj no skarbie, zartowalem - popchnalem go na plecy. - Przeciez wiesz, ze tylko ciebie kocham, krolewno.
   - Mowilem ci, zebys przestal z ta krolewna!
   - A ja ci mowilem, ze nie przestane.
   - Glupi jestes...
   Nachylilem sie bardziej nad jego uchem i szepnalem:
   - Czy czasem wczoraj niczego na tobie nie wymusilem?
   - Jesli chodzi ci o stosunek, to nie.
   - Jak moglem sie tobie oprzec? Po pijaku? Kiedy wygladales tak...
   - Jak?
   - Cholernie seksownie.
   Nie moglem sie powstrzymac od pocalowania go. Doslownie moment po tym, gdy powiedzialem, ze wygladal cholernie seksownie, wpilem sie w jego usta spotykajac sie z moja ulubiona reakcja. Plytkim westchnieciem. Oderwalem sie na chwile, by mogl zaczerpnac powietrza. Zrobil to i sam chwycil mnie w barkach i przybil do swojego ciala. 
   Oderwalem sie od niego, ale nadal bylismy w tych samych pozycjach. Otworzyl powoli oczy i powiedzial cicho:
   - Juz nigdy nie zmuszaj mnie do odejscia.
   - Nigdy.
   Jedna reka podtrzymywalem jego plecy w okolicach ledzwi, a druga trzymalem w zagieciu kolan. Ulozylem go wygodnie wsrod poduszek i wrocilem do jego slodkich ust. Bladzil dlonmi po calych moich plecach i wzdychal ciezko, tak jak ja. Prawie zdarlem z niego koszulke i scisnalem posladki.
   - Och!...
   Objal moje biodra nogami. Wsunalem reke pod material jego czarnych dresow. Poczulem nacisk jego drobnych dloni na swojej klatce piersiowej i jak opuszcza nogi.
   - Przepraszam... - Powiedzial. - Nie jestem jeszcze gotowy...
   - Skarbie, nie masz za co przepraszac - dotknalem jego policzka. - Zaczekam.
   - Dziekuje...
                          ***
   Mimo tego, ze przez poltora roku naszego zwiazku, do niczego takiego miedzy nami nie doszlo, czulem sie zle z tym dzisiejszym. Wiedzialem doskonale, ze duzo czasu minie, nim Dawid zdecyduje sie na swoj pierwszy raz. Czy powinienem sie obwiniac?
   Siedzialem na kanapie, bez zadnego zainteresowania wpatrywalem sie w ekran telewizora, gdzie lecial jakis wloski serial bez tlumaczenia na moj jezyk. Dawid polozyl glowe na moich kolanach i co jakis czas spogladal na mnie. Tez nie byl zainteresowany zrozpaczona kobieta, ktorej maz wdal sie romans i zostawil ja w ogromnej chacie. Ma gdzie mieszkac? Ma. Ma dzieci na utrzymaniu? Nie. Ma zwierze? Nie. Ale ma zlamane serce. I to ja tlumaczy.
   - Ej...
   - Hm?
   - Chyba powinienem juz wracac...