CLIFF
"Dzisiaj mam skrzydła, ponad syfem się unoszę tam. Bezgranicznie oddany, bez strachu, w niebo jak Ikar"
Tak, każdy ma skrzydła. W teorii - jak najbardziej. W praktyce - no, już niekoniecznie. Bo w końcu, jak cos zepsujesz, to ci te skrzydła odcinają. Powoli, powoli, aż w końcu ich nie ma. Potem odrastają i tak w kółko.
Co do sytuacji, w której się obecnie znajduję. Stoję właśnie przed domem mojego brata, skąd zaraz odjeżdżamy przed kościół. Dzisiaj się żeni, koniec wolności.
- Cliff, jak leży? Ja coś nie jestem pewny - powiedział tata drapiąc się z tyłu głowy.
- Jest dobrze. No... - zastanowiałem się chwilę - prawie. Ten kołnierz, krzywo. Poprawić to i będzie okej.
Ktoś inny, nawet go nie znam, zajął sie poprawianiem kołnierza. Wtedy wyszedłem właśnie przed dom. Nastawiłem telefon na wibrację, ale mój Samsung Galaxy Trend milczał jak zaklety. A gdy tylko poczułem wibrację w kieszeni marynarki, wyciągnąłem go szybko, ale okazał się to operator. Za każdym razem, gdy czekam na jakiś "znak" od Dawida.
DAWID
- Młody, wstawaj no. Nie będziesz mi cały dzień leżeć.
- Daj mi spokój i pozwól się zapłakać na śmierć. Okej? - nie oderwałem twarzy od poduszki, która i tak była już cała mokra.
- Nie możesz się przejmować takim frajerem. Nie na nim kończy się świat. Zjebał sprawę - trudno. Jego wina. Jesteś dla niego za dobry.
- Bez niego umieram. Nie dam rady, kiedy go przy mnie nie ma. Sam odszedłem, ale chcę wrócić. Tęsknię za nim i boję się go.
- Jako twój przyjaciel powinienem coś robić, żebyście do siebie wrócili. Lubiłem gościa, ale teraz przegiął. Potraktował cię jak ostatnią dziwkę.
Oderwałem się od poduszki i usiadłem na łóżku. Tak zwany siad prosty. Przetarłem dłonią oczy i odgarnąłem włosy, które zakrywały moją twarz.
- Postaraj się mnie zrozumieć...
- To pedał.
- Nie mów tak o nim...
- Zastanów się, Dawid, czego ty chcesz. Boisz się go, dlatego od niego odszedłeś, przepłakałeś nieźle dwa tygodnie, a teraz go bronisz. Zdecyduj się i wtedy pogadamy. Jeśli o mnie chodzi, radziłbym ci próbować o nim zapomnieć. Na takich jak on nie traci się czasu - powiedział Marcin i wyszedł z mojego dawnego pokoju.
Racja... Powinienem to przemyśleć i się zdecydować.
Z jednej strony nienawidzę, boję się go i dlatego go zostawiłem i nie chcę znać.
Z drugiej... Tęsknię. Cholernie. Za jego silnymi ramionami, które mnie tyle czasu przytulały. Za brązowymi oczami, które mimo swojego ciemnego koloru były zawsze radosne. Aż do tego momentu, kiedy w jego obecności wyszedłem z domu. Za tym, kiedy co wieczór mówił mi do ucha, że mnie kocha. Za tym, że zasypiałem i budziłem się w jego ramionach. Za jego bliskością. Tęsknię za całym nim.
Kurwa.
- Wciąż cię kocham.
Hm....podoba mi się.
OdpowiedzUsuńAle to już wiesz. xD
Czekam na next.
Jak najszybciej.