"You'r not alone. We will bring this storm"
- You'r not alone. We will bring this storm...
Zacząłem nucić piosenkę, którą dla mnie napisał. Próbowałem zapomnieć też o niej, ale to najzwyczajniej nie wychodziło.
Ciekawe, co teraz robi. No tak. Wesele brata. Już dawno po uroczystości w kościele, teraz zabawa do rana. Czy będzie się bawił? Czy też tyle czasu to przeżywa? Zadaję dzisiaj bardzo dużo pytań.
Żywym ruchem wziąłem do ręki telefon i wybrałem jego numer. Zupełnie nieświadomie. Coś mnie do tego pchnęło, nie wiem tylko, co konkretnie. Dzwonić, nie dzwonić... Raz kozie śmierć, jak to mówią. Zadzwoniłem. Odpowiedziała mi poczta głosowa.
- Tu Cliff. Nie mogę teraz odebrać, ale jeśli chcesz, zostaw wiadomość. Na pewno się odezwę.
Po dwusekundowej ciszy postanowiłem ją zostawić. Tyle, że spanikowałem. Rozłączyłem się.
- Jesteś ciotą.
Czemu nie? Cały dzień spędzony w łóżku. Można?
Wstałem i spojrzałem na miejsce swojego pobytu przez całe dwa tygodnie. Wyglądało co najmniej okropnie. Wypadałoby w końcu je pościelać.
Schowałem pościel do szuflady pod łóżkiem i przechodząc obok szafy z lustrem na drzwiach, spojrzałem na swoje odbicie.
Wyglądałem strasznie. Miałem podpuchnięte oczy od małej ilości snu i płaczu, czerwoną twarz i rozczochrane włosy. Ani razu ich nie wyczesałem, nie licząc tego, że po ich myciu. Rozciągnięte i wytarte dresy i biały podkoszulek, który był mojego rozmiaru, a teraz na mnie dosłownie wisiał. Spojrzałem na swoje ręce i kostki. Potem na resztę ciała. Strasznie się wychudziłem. Praktycznie - nic nie jadłem. Powróciłem jeszcze na chwilę do twarzy.
Ta brew, na której krew już dawno zaschła i zrobiła się bordowo-czarna. Gojące się jeszcze rozcięcie wargi. Małe limo pod okiem. Jednym słowem: horror.
Miałem już dość siedzenia w pokoju i robienia tego samego codziennie. Przebrałem się w czarne rurki i nowy podkoszulek. Wyszedłem dopiero spod ciepłej kołdry, więc założyłem jeszcze na siebie bluzę, na początku kuląc się z zimna, które nie dawało jeszcze spokoju. Po dwóch minutach odeszło, jak ja od Cliffa. Szybko i niespodziewanie.
Doprowadziłem też do ładu swoją twarz. I mimo własnym zapewnieniom, że już nigdy się nie umaluję, zrobiłem to. Nie było już widać, że płakałem.
Zszedłem na dół, ale nikogo nie było. Daniel pewnie wyszedł z dziewczyną, a moja siostra do przyjaciółki. Jednak, jak to ona, zostawiła mi wiadomość na blacie stołu.
,,Cześć, braciszku. Chyba wreszcie się obudziłeś. Wyszłam do Mariki. Jeśli się zdecydujesz, możesz do nas dołączyć. Dzieciaki się ucieszą. Miłego dnia!"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz